Data publikacji: 28.03.2019

UE emituje coraz mniej CO2, Polska płaci coraz więcej

Unijna polityka nakierowana na redukcję emisji dwutlenku węgla przynosi efekty. Opublikowany we wtorek coroczny raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) udowadnia, że w 2018 roku w całej Europie wyemitowano go o 50 mln ton mniej, co oznacza redukcję o 1,3 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. 


To wynik odmienny od globalnego trendu.

Z powodu rosnącej konsumpcji energii – podsycanej dodatkowo ekstremalnymi temperaturami – emisje na świecie wzrosły o 1,7 proc. (o 33,1 mld ton). Oznacza to m.in., że w skali światowej trudno będzie powstrzymać wzrost temperatury zwiększający ryzyko ekstremalnych zjawisk, takich jak powodzie czy fale upałów. Ginąć będzie coraz więcej ludzi.

Największym jednostkowym emitentem pozostali producenci energii elektrycznej z węgla, którzy odpowiadali za 30 proc. wysyłanego do atmosfery CO2, ale też innych niebezpiecznych substancji.

„Pyły, ozon, dwutlenek azotu i dwutlenek siarki, które uwalnia spalanie paliw kopalnych, mają poważny wpływ na zdrowie ludzi. Powodują raka płuc, choroby układu oddechowego, udar mózgu i niewydolność serca u 7 mln ludzi rocznie”, przypomina Arthur Wyns zajmujący się badaniami wpływu zmian klimatu na zdrowie w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Mniej CO2 – kraje podeszły poważnie do problemu

Koszty zdrowotne to jeden z powodów, dla których UE od lat kładzie nacisk na redukcję ich zużycia, m.in. stawiając państwom członkowskim długoterminowe cele redukcyjne poziomu emisji CO2. Think tank Sandbag zajmujący się polityką klimatyczną szacuje, że do 2018 wspólny wysiłek pozwolił zmniejszyć go o 24 proc. względem roku 1990.

Część krajów grożące nam niebezpieczeństwo wzięło na poważnie i dołożyło sporo do wspólnego urobku.

W ubiegłym roku 4,5-procentową redukcję emisji CO2 wypracowały Niemcy, ograniczając znacznie spalanie węgla i ropy naftowej przy jednoczesnym wzroście udziału OZE w produkcji energii do 37 proc. „Rekordowy rok odnotowano również w Wielkiej Brytanii, gdzie produkcja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych stanowiła 35 proc. ogółu, przy spadku udziału węgla do 5 proc. To rekordowo niski poziom” – czytamy w raporcie IEA.

Wiele krajów ma już za sobą deklaracje całkowitego odejścia od spalania węgla. Francja przeprowadzi dekarbonizację do 2021 r., Szwecja – do 2022, Wielka Brytania, Włochy, Austria i Irlandia – do 2025, a Hiszpania i Dania – do 2030.

Wypowiedziały się też Niemcy, które na węglu zbudowały swoją gospodarczą potęgę. Choć wyznaczona przez nich finalna data dekarbonizacji – 2038 rok – nie wszystkich satysfakcjonuje, deklaracja odejścia od tego paliwa wywołała duży optymizm wobec powodzenia najnowszej wizji Komisji Europejskiej „Clean Planet for All” (czysta planeta dla wszystkich). Zakłada ona, że w połowie wieku gospodarka europejska może zredukować emisje o 80 proc., a nawet dojść do klimatycznej neutralności, w której redukcja dochodzi do ponad 90 proc., a pozostałe emisje są pochłaniane.

Odejście od węgla przynosi efekty

Opublikowany we wtorek raport Sandbagu dowodzi, że w 2030 r. UE będzie w połowie drogi do neutralności (50 proc. względem roku 1990) w dużej mierze właśnie dzięki „odchodzeniu od energetyki węglowej”.

Zawdzięczamy to wielu państwom, które zadeklarowały już odejście od węgla do roku 2030 – potwierdza Dave Jones, analityk rynku energii w Sandbag.

„Wydaje się, że każdego dnia państwa, samorządy czy przedsiębiorstwa wzywają do wzmocnienia klimatycznych ambicji. Ważne, żeby zobowiązania zaciągane przez UE na poziomie globalnym pokazywały państwom członkowskim kierunek, a nie je opóźniały. A im więcej da się zrobić do 2030, tym łatwiejsze i tańsze będzie osiągnięcie zeroemisyjności do połowy wieku”, dodaje.

Jego think tank zwraca uwagę, że najnowsze wyliczenia powinny zaowocować zaostrzeniem celu redukcji na 2030 rok, który został ustalony na poziomie 46 proc.

Polska w ogonie – poważne skutki dla zdrowia i finansów

Problem w tym, że tam, gdzie liderzy nadganiają, będące w ogonie państwa tracą. Wśród nich jest Polska, która prawdopodobnie minie się już z celami na 2020 rok dotyczącymi udziału OZE w produkcji energii, poziomu jej zużycia oraz poziomu emisji w sektorach pozostających poza systemem handlu emisjami EU ETS (transport, budynki).

Ponadto nasza krajowa długoterminowa polityka klimatyczna jest zbyt mało ambitna, by marzyć o kolejnych unijnych celach – udowadnia w swoim raporcie „Polska na drodze do zeroemisyjnej gospodarki” think tank Wise Europa.

Bierność i brak zaangażowania polskich władz w walkę w emisją śmiertelnych gazów i pyłów od lat powoduje katastrofalne skutki dla zdrowia mieszkańców, a niebawem przyniesie też dotkliwe skutki finansowe wynikające z niedostosowania się do unijnej polityki klimatycznej. – Już dziś Polska ponosi miliardowe koszty wynikające ze wzrostu ceny praw do emisji CO2 z 8 do 20 euro, a istnieją narzędzia pozwalające podnieść ją do wartości trzycyfrowej – wskazuje Aleksander Śniegocki, kierownik programu „Energia i klimat” w Wise Europa. Zaznacza, że już w 2020 roku z uwagi na nieosiągnięcie wspomnianych unijnych celów trzeba będzie zapłacić kolejnych kilka miliardów za tzw. transfer statystyczny, czyli zakup brakującej zielonej energii od innych państw, które mają jej w swoim miksie energetycznym więcej, niż wymagała od nich Wspólnota.

„Jeżeli gwałtownie nie przyspieszymy transformacji energetycznej, we wszystkich kluczowych sektorach już w latach 20., Polska będzie przez kolejne dekady ponosiła coraz wyższe koszty ekonomiczne i polityczne spóźnionych działań w energetyce, budynkach, transporcie, a już wkrótce również w przemyśle”, uważa ekspert Wise.

Sandbag w swojej symulacji założył, że osiągnięcie 50-procentowej redukcji emisji w 2030 roku uzależnione jest nie tylko od spełnienia już złożonych obietnic dekarbonizacji poszczególnych gospodarek, ale też od rozpoczęcia tej ścieżki przez kraje takie jak Polska, które niczego dotąd nie zdeklarowały. Planowana obecnie do wprowadzenia strategia energetyczna polskiego rządu zakłada, że w 2040 roku w polskim miksie energetycznym wciąż będzie 35 proc. węgla.

„Polsce nadal brakuje planu budowy czystszej, bardziej ekologicznej gospodarki. Podczas gdy inne kraje UE inwestują w energooszczędne budownictwo i niezawodną energię odnawialną, polski rząd zawodzi miliony ludzi, którzy w 2030 roku nadal będą cierpieć z powodu ubóstwa energetycznego”, komentuje Roland Jöbstl, specjalista ds. energii i klimatu w Europejskim Biurze Ochrony Środowiska (EEB) zrzeszającym organizacje pozarządowe z UE.

Copyright © 2021 Wir Poznań | Wszelkie prawa zastrzeżone.